poniedziałek, 9 lutego 2015

Rozdział #1 "Kot czarodziej czy czarodziej kot?"

-Gdzie jest Cookie?!- krzyczę po raz kolejny. Dziwię się, że sobie gardła jeszcze nie zdarłam. Ale naprawdę tęsknie za Cookiem, wołam go każdego dnia, a oni nie chcą mi powiedzieć, gdzie mój pies. Zamykam oczy i oddycham głęboko. Nagle słyszę, że ktoś wchodzi do środka i naciska na włącznik światła. Żarówka, która wisi na niebieskim kablu, się rozświetla. Otwieram oczy i patrzę w stronę drzwi. Stoi w nich przystojny brunet. Zielone oczy ma zmęczone, loki są zmierzwione, a usta ma zaciśnięte w wąską linię. Na lewym policzku ma ślad po zadrapaniu, które zrobiłam mu wcześniej. Czarny T-shirt, który ma na sobie wspaniale opina jego wyrzeźbioną klatkę piersiową. Na nogach ma ciemne dżinsy i jest boso.
-Boże, dziewczyno. Mówiłem, że masz przestać mnie tak nazywać. Nie jestem żadnym ciastkiem. Prędzej hot ciacho czy coś w tym stylu.- Warczy i kładzie przede mną tacę z kromką chleba posypaną solą i szklankę z wodą. Świetnie. Mój codzienny posiłek. Przez ten tydzień zdążyłam schudnąć chyba z dwa kilo.
-Czy ty możesz w końcu przyjąć do wiadomości, że wołam swojego psa, a nie ciebie?- syczę.
Chłopak mruczy coś co brzmi jak "Jaka kretynka". Ekhem. Wypraszam sobie. Patrzę na jedzenie. Chcę sięgnąć po kromkę chleba, ale w tej chwili przypominam sobie, że mam ręce przypięte kajdankami.
-Przepraszam, ale może byś mnie rozkuł?- brzęczę łańcuchami. Chłopak podchodzi do mnie i pochyla się nade mną. Wyciąga ręce i majstruje coś przy kajdankach. Sięga do tylnej kieszeni jeansów i wyjmuje z nich mały kluczyk. Ja w tej chwili odmierzam drogę swojego kolana do jego brzucha. Idealnie! Słyszę kliknięcie, a brunet powoli się odsuwa. To moja jedyna szansa. Szybko unoszę kolano i trafiam go wprost nad jego genitalia. Chłopak opada na mnie i zaczyna jęczeć. Szybko wydostaje się spod niego i na czworaka czołgam się do drzwi. Nagle czuje jak ktoś ciągnie mnie za kostkę i z impetem uderzam twarzą w ziemię. Znowu. Z bólem wymalowanym na twarzy odwracam się na plecy. Chłopak stoi nade mną i się uśmiecha.
-Czy ty zawsze musisz mi coś zrobić jak tu przychodzę? Jestem dobry dla ciebie, karmię cię, nie biję. Czego chcieć więcej?- pyta. Piorunuję go wzrokiem.
-Tak na pewno! Ale gdybyś nie zauważył to porwanie kretynie! Trzymasz mnie tu zakutą w kajdanki.- warczę.
-Mam na imię Matt, a nie kretyn.- uśmiecha się.
-Och, naprawdę? Kretyn pasuje lepiej. Oddaje twoje prawdziwe ja.- mówię z jadowitym uśmiechem. Chłopak zaczyna coś mruczeć pod nosem. Spoglądam na Matt'a i zdaję sobie sprawę, że mogę go powalić. Unoszę się na łokciach i ścinam bruneta z nóg. Niestety nieszczęśliwym trafem chłopak opada na mnie i nam obu sprawia to ból. Szybko wyciągam rękę i zrzucam go z siebie. Matt ląduje na plecach obok mnie. W tej chwili drzwi się otwierają i do pomieszczenia wślizguje się świeże powietrze wraz z drugim dupkiem, który mnie tu przetrzymuje.
-Czy was nigdy nie można zostawić samych?- pyta. Jest wysoki i podobnej postury do Matt'a. Jednakże jest bardziej zaokrąglony. Ma okrągłą twarz i włosy obcięte przy głowie. W lewej brwi ma czarnego kolczyka. Ubrany jest podobnie do Matt'a, ale ma na sobie jeszcze czarną skórzaną kurtkę i glany.
-To wszystko jej wina!- krzyczy oburzony Matt unosząc się do pozycji siedzącej. Chłopak, który przed chwilą wszedł, mierzy go spojrzeniem.
-Moja wina?! To ty jesteś kretynem.- prycham.
-Już ci mówiłem, że mam na imię Matt.- uśmiecha się Matt.
-Kłamiesz!- warczę i po raz kolejny chcę się rzucić na Matta, ale mężczyzna, który przed chwilą wszedł, odciąga mnie od niego za ramiona i znów zapina w kajdanki.
-Poradziłbym z nią sobie, Dennis.- mówi Matt wstając na równe nogi.
-O! Wszyscy mają imiona.- mówię zirytowana.
-Zgadza się, Amatis. Myślałaś, że jesteśmy bezimienni?- pyta Dennis.
-Skąd znasz moje imię?-syczę.
-Nie, Dennis. Mylisz się. To nie jest Amatis. To jest psychopatka.- warczy Matt nie zważając na moje pytanie.
-Zachowujecie się jak dzieci.- wzdycha Dennis.
-Ja? To ona mnie atakuje  zaraz po przyjściu. A przecież tylko chcę jej pomóc.
-Chcesz pomóc? Ha! Bardzo śmieszne!- prycham.
-Dobra, zamknijcie się. Oboje. Mam dość waszych dziecinnych kłótni.- warczy Dennis i spogląda na mnie. -Będziesz to jadła?
-Nie.- odpowiadam. Dennis podchodzi do okna i je odsłania. Do mrocznego pomieszczenia przedostają się promienie słoneczne. Mężczyzna schyla się po jedzenie.
-No cóż. Życzę miłego dnia Amatis.- mówi i wychodzi. Matt idzie za nim zgaszając przy okazji światło. Warczę z irytacji i opieram głowę o rurę, do której jestem przypięta. Nie mam koca ani poduszki, a w nocy jest cholernie zimno. Na szczęście teraz moją skórę ogrzewają promienie słoneczne przedzierające się przez brudną szybę. Nie wiedząc co robić ułożyłam się wygodniej i spróbowałam usnąć.
                                                                              ***
Jako pięcioletnia dziewczynka siedzę na podłodze w dużym pokoju w swoim rodzinnym domu. Przez okno sączą się promiennie słoneczne, a przez otwarty balkon do pokoju wpada zapach słodkich kwiatów. Bawię się lalkami, a w drzwiach stoi moja matka uśmiechając się do mnie. Po chwili dołącza do niej mój ojciec i obejmuje ją w talii. Szepcze jej coś na ucho i w tym momencie rozbrzmiewa głośny huk. Drzwi od balkonu się zamykają, a przez pokój przemyka chłodny podmuch, powodujący ciarki na moim ciele. Przerażona wstaję i chcę biec do rodziców, ale zatrzymuje mnie jakaś niewidzialna ściana. Chcę krzyczeć, ale nie mogę mimo, że próbuję. Z mojego gardła nie chce się wydobyć żaden głos. Podnoszę wzrok i widzę jak ktoś zbliża się do moich rodziców. Wygląda jakby unosił się nad ziemią i ma na sobie czarną szatę z dużym kapturem przysłaniającym całą twarz. Z bezsilności uderzam drobnymi piąstkami w niewidzialną barierę dzielącą mnie od rodziców. Zauważam jak moja matka przygryza wargę i sączy się z niej krew. Dopiero po chwili widzę lśniące kły, które wystają z jej ust. Mama odwraca się energicznie i wbija zęby w szyję przeciwnika, a ten krzyczy przeraźliwie. Skupiam swój wzrok na ojcu, który mruczy coś pod nosem z zamkniętymi oczami, a wokół niego pojawia się niebieska poświata. Otwiera oczy, wyciąga rękę w moją stronę i szepcze coś do mnie, ale ja nie mogę zrozumieć co. Nagle tata zostaje przez kogoś powalony. To ta ciemna postać. Przybliża się do niego bezszelestnie i kuca przy nim. Wyciąga białe jak płótno ręce i mruczy coś nad ciałem mojego taty. Na dłoniach postaci widać wszystkie żyły, tak jakby nie miał skóry tylko jego ciało zostało przykryte delikatną prześwitującą tkanką. Czarna postać łapie w dłonie twarz mojego ojca nie przestając szeptać. Tata krzyczy przerażająco, a matka biegnie mu na pomoc.
W tej chwili niewidzialna bariera znika a ja biegnę na ratunek mojemu ojcu, ale ciemna postać unosi dłoń i niewidzialna siła przyszpila mnie do ściany... 
                                                                            ***
Budzę się w nocy z krzykiem cała spocona. Rozglądam się spłoszonym wzrokiem po pomieszczeniu, w którym się znajduję. Po chwili dociera do mnie, że nadal siedzę w tej celi. Spoglądam przez okno. Na niebie zawitał już księżyc ze swoimi przyjaciółkami- gwiazdami. Znowu śnił mi się ten przerażający sen, który nęka mnie od miesięcy. Nigdy nie mogę zrozumieć co on ma mi przekazać. Przecież moi rodzice zginęli  w wypadku samochodowym. Znaczy nie pamiętam tego, ale każdy mi tak mówi, że, gdy miałam pięć lat wyjechali do pracy i już nie wrócili, a mną zaopiekowała się moja babcia. Och, jak ja nie znoszę tej staruszki. Robiła wszystko, aby uprzykrzyć mi życie. Dlatego od razu, gdy zostałam pełnoletnia wyprowadziłam się stamtąd. Z rozmyślań wyrwał mnie odgłos drapania od strony okna. Spoglądam w tamtą stronę i na parapecie zauważam czarnego kota, który drapie w szybę.
-Witaj kocie.- uśmiecham się do niego. Zwierzę miauczy i ponownie drapie pazurami w szybę. -Och chciałbyś wejść? Wybacz nie mogę cię wpuścić.- dzwonie kajdankami. Kot mruczy jakby zirytowany i pazurem zaczyna kreślić kółko na szybie. Nagle szkło pęka i zasypuje mnie gradem ostrych odłamków. Zaczynam piszczeć. Patrzę w stronę okna. Kot prześlizguje się przez otwór i z gracją opada na podłogę, ale już w postaci człowieka. Patrzę na niego zdziwiona.
-Co tu się do cholery dzieje?- pytam.
-Nic kochanieńka, ale krew ci leci z twarzy.- powiedział jedwabistym głosem i zatoczył okrąg ręką. Wykorzystuję chwilę i postanawiam mu się przyjrzeć. Ma czarne włosa delikatnie opadające na plecy, które sięgają za ramiona. Jego złote oczy są obwiedzione granatową kredką. Jest chudy i nie zbyt umięśniony. Ubrany jest w czarną koszulę, ciemnofioletową marynarkę sięgającą za kolana i ciemne spodnie. Spogląda na złoty zegarek zawieszony na łańcuszku. Unosi wzrok i patrzy na mnie.
-Co mi się tak przyglądasz?- pyta ukazując szereg białych ząbków.
-Wiesz to niecodzienny widok jak kot zamienia się w człowieka.
-Och, ale jest plus, że nie zemdlałaś jak każdy. Chociaż dziwię się, że twoje krzyki nie pobudziły reszty brygady. - mówi i w tej chwili drzwi się otwierają. -O! A jednak! Matt! Mój stary przyjacielu!- mówi idąc w jego stronę z rozszerzonymi ramionami.
-Merlin? Co ty tu robisz?- brunet marszczy brwi.
-Dowiedziałem się, że ona tu przebywa, więc się zjawiłem.- mruczy wskazując na mnie głową. Matt śledzi spojrzeniem za jego ruchem i spogląda  na mnie. Rozszerza oczy ze zdziwienia.
-Amatis! Ty krwawisz!- mówi.
-Co? Gdzie?- pytam zdziwiona. Matt podchodzi do mnie i opuszkami delikatnie wodzi po mojej twarzy.
-Cholera przecież obiecałem, że będę o nią dbał.- mruczy jakby sam do siebie. -Poczekaj. Pójdę po apteczkę.- mówi i się podnosi.
-Czekaj.- powiedział Merlin zatrzymując Matta dłonią. -Mactio- mruczy i do jego ręki przylatuje apteczka.
-Jak to ty..przecież..ale..- jąkam się.
-Jestem czarodziejem, ślicznoto.- puszcza do mnie oczko.
-I zapewne też gejem.- mruczę.
-Trafiłaś w samo sedno, kochanieńka!- uśmiecha się szeroko i opuszcza apteczkę na podłogę. Matt sięga po nią i wodą utlenioną zaczyna przemywać moją twarz.
-Gotowe.- mruczy i odsuwa się ode mnie. Czuję lekkie pieczenie, ale po za tym wszystko jest okej.
-Dlaczego nadal nie zemdlałaś?- dziwi się "czarodziej".
-Może dlatego, że wam nie wierzę?- uśmiecham się z udawaną słodkością.
-Dajesz Matty!- krzyczy podekscytowany Merlin.
-Co?- pyta zdezorientowany brunet.
-No pokazuj jej swoje piękne skrzydła! Jestem pewny, że zemdleje!- ekscytuje się Merlin. Matt z westchnięciem zdejmuje koszulkę przez głowę ukazując swoje wspaniale wyrzeźbione mięśnie. Odchrząkam.
-Ej,ej! Nie jestem chętna na pornografię.- mówię. Matt mruży oczy i piorunuje mnie wzrokiem. Oj dobra, dobra. nawet sobie pożartować nie można. Brunet wciąga powietrze, które zatrzymuje w płucach i opuszcza powieki. Zauważam jak wokół niego pojawia się jasna poświata.
-Angelus Alis.-mruczy, a ja słyszę głośny szelest. Przyglądam się Mattu i zauważam dwa piękne skrzydła. Są śnieżnobiałe, ale każde z piórek jest zakończone błękitem, tak jakby malarz zamoczył pędzel w niebie i spryskał nim skrzydła Matta.
-Piękne.- szepczę. Na ciele bruneta pojawiają się kropelki potu, które jeszcze dodają mu uroku.
-Nadal nie zemdlałaś?- pyta zirytowany Merlin. Nie odpowiadam mu, tylko dalej jak zaczarowana wpatruję się w skrzydła Matt'a.
-Ona chyba nadal nam nie wierzy.- stwierdza Matt, a w jego głosie słychać napięcie.
-Do diaska z tym. Ona i tak musi zemdleć. Jak wszystkie.- mówi Merlin i pstryka palcami. Patrzę na niego zdziwiona, a moje ciało stopniowo ogarnia senność.
-Co ty..-zaczynam, ale dalej nie jestem w stanie wydobyć z siebie dźwięku. Ociężałe powieki opadają mi na oczy, zasłaniając widoczność. Ostatnie co słyszę to głośny szelest.

___________________________________________________________________________________

A więc mamy pierwszy rozdział! :D
Hmm..chciałabym tylko napomnieć, że "zaklęcia", które się tu pojawiają są moim wymysłem. Znaczy nazwy ;) Są to po prostu połączone łacińskie słówka :D
Również chcę powiedzieć iż Matt nie jest do końca "aniołem". A mówię to dlatego, że wiele osób zniechęca się do opowiadania, gdy chłopak jest aniołem. On jest czymś więcej ;)
A więc to chyba na tyle :D
Ahoj, do następnego rozdziału! x 

5 komentarzy:

  1. Boskie :D Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. :3
    Życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  2. niezłe :33
    czekam na nn xx
    weny zycze :D
    ~Natalia xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa i zapraszam na drugi blog>>>>>>>>>>>>>..
      http://nightchangesxx.blogspot.com

      Usuń
    2. Dziękuję. Na pewno wpadnę i również x

      Usuń