poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział #2 "Co wiecie o moich rodzicach?"

  Budzę się, gdy ciepły promień słońca pada na moją twarz, zabarwiając wnętrze moich powiek na odcień różu.
-Nie powinieneś tego robić- słyszę głos Matta.
-Wiem. Powtarzasz to po raz kolejny.- Wzdycha Merlin.
-Ona mogła cię zabić.
-Ale nie zabiła, więc się uspokój. Jestem w pełni czarodziejem, więc jestem silniejszy, a ona jest...
-Invictum. Starożytna istota, która nie powinna istnieć.
-Nie mamy pewności czy ona nią jest, więc się nie bulwersuj.
Chcę coś powiedzieć, ale z mojego gardła wydobywa się skrzek. Mam sucho w gardle.
-Pić- chrypię nie otwierając oczu. Słyszę jak ktoś do mnie podchodzi. Po chwili czuję zimny dotyk szkła na swoich wargach. Chłodna woda wpływa do ust i nawilża gardło. Jest dla mnie jak nektar dla bogów. Piję ją łapczywie tak, że omal się nie krztuszę.
-Spokojnie- mówi osoba, która mnie poi i słyszę rozbawienie w jej głosie. Mogłabym się odgryźć, ale nie mam siły. Opieram się o metalową rurę za mną z westchnieniem.
-Coś ty Merlin ze mną zrobił?- pytam już normalniejszym głosem. Całe moje ciało się obolałe.
-Teoretycznie nic. Nie chciałaś zemdleć to ja ci w tym pomogłem.-Mówi. Otwieram oczy i widzę, że na jego oczach błąka się uśmiech. A to drań.
-Dobra, gadaj. Dodałeś jakiś proszków nasennych do mojego jedzenia, czy jak?
-Nic ci nie dodałem. To magia kochanieńka. Przecież mówiłem ci, że jestem czarodziejem.
-Tak, tak, jasne. A ja jestem czarodziejką z krainy Oz- prycham.
-Możesz sobie nią być. Niby jak wytłumaczysz, że nagle zemdlałaś? Albo jak przywołałem apteczkę?Hmm?
-Musi być na to jakieś racjonalne wyjaśnienie.
-Szukaj, szukaj. I tak nic nie znajdziesz.
-Znajdę! Po prostu nie wierzę wam, ok? Nie ma czegoś takiego jak magia! To wszystko to dziecinna iluzja!- krzyczę zdenerwowana.
-To co jeszcze mamy zrobić, abyś na uwierzyła?!- krzyczy zirytowany Merlin.
-Nic! Po prostu przyznajcie się, że to jakaś głupia sztuczka i trzymacie mnie tu dla zabawy. O! Już wiem! Są tu jakieś ukryte kamery, tak?- pytam.
-Nie- mówi zdziwiony Merlin.
-Nie? To może jesteście wariatami? Albo należycie do jakieś sekty? Potrzebujecie dziewicy do dopełnienia rytuału?- pytam.
-Jesteś dziewicą? No nie gadaj!- Matt wybucha śmiechem. Momentalnie się rumienie.
-Bo ty niby nie jesteś prawiczkiem? Już ci wierzę- mówię. Ok, nie za najlepszy pocisk, ale zawsze coś.
-Uspokójcie się- warczy Merlin. Wow. To on może być niemiły?
-To jeżeli przetrzymujecie mnie bez powodu, to może mnie wypuścicie?- zaproponowałam.
-Nie- odpowiadają zgodnie.
-Dlaczego?- jęczę.
-Bo jesteś nam potrzebna.
-Niby do czego?
-Och, to bardzo skomplikowane.- Mruczy Merlin.
-Wierzysz w magię?- pyta Matt.
-Nie.
-Dziewczyno! Po tych wszystkich dowodach jakie ci dałem ty nadal nie wierzysz?! To co jeszcze mam zrobić?!- krzyczy Merlin.
-Nic. Nie wierzę w bajeczki. I nie życzę sobie, abyś się na mnie wydzierał.-Odpowiedziałam wyniośle.
-Wiem! A jeżeli powiem ci, że twoi rodzice naprawdę żyją?- sugeruje Matt. Prostuję się jak struna. Mrużę oczy.
-Skąd wiesz o moich rodzicach?- cedzę przez zaciśnięte zęby. Poczułam jak krew się we mnie gotuje.
-Wiesz ile legend o tym chodzi?- pyta z rozszerzonymi rodzicami. Że co proszę? Nikt nie wie o moich rodzicach. Nikt o nich nie pamięta. Wszyscy pragną ich wymazać z pamięci. Aż tu nagle pojawia się jakiś chłopak, który ma chęć mnie porwać i mówi mi, że moi rodzice żyją i, że chodzi o tym pełno legend?!
-Matty ona nie wie o naszym świecie- kładzie brunetowi dłoń na ramieniu. Przenoszę groźne spojrzenie z jednego na drugie.
-Racja. Trzeba byłoby jej powiedzieć wszystko od podstaw.
-Co wiecie o moich rodzicach?!- warczę zirytowana.
-Amatis czy miewasz czasami sny o swoich rodzicach, że ktoś ich atakuje?- pyta spokojnie Matt. Chyba po raz pierwszy zwraca się do mnie takim tonem.
-No tak, ale skąd ty to wie...
-A czy mogłabyś nam go opisać ze szczegółami?- przerywa mi.
-A niby dlaczego mam ci mówić co mi się śni, hmm?- pytam.
-Może dlatego, że..
-Zamknij się Matt.- Warczy Merlin.- Amatis to bardzo ważne. Jeżeli opiszesz nam sen i będzie on zgodny z naszymi przypuszczeniami to powiem ci dlaczego tu jesteś. A jeżeli to będzie normalny sen to cię wypuścimy i wszyscy o tym zapomnimy, dobrze? Zrozum, Amatis. To co powiesz może wiele dla nas znaczyć. Dla naszego istnienia.- Przemawia do mnie spokojnym tonem. Po raz pierwszy mówi na poważnie. Bez żadnego cienia rozbawienia. Brzmi tak wiarygodnie. A ja zaczynam mu wierzyć.
-Dobrze- zgadzam się potakując głową. Zaczynam opowiadać swój sen z każdym szczegółem. Nawet z tym, że bawiłam się wtedy lalkami Barbie i miałam na sobie czerwoną sukienkę w białe grochy, a włosy miałam zaplecione w warkoczyki. Merlin słucha mnie uważnie wyłapując każde słowo. Po chwili kończę, a pierwsze co słyszę to prychnięcie Matta.
-Ty bawiłaś się lalkami?- pyta z niedowierzaniem.
-Tak. Jak każda normalna dziewczynka w wieku pięciu lat, dupku- syczę.
-No dobra. Może te lalki, aż tak mnie nie dziwą. Ale, że miałaś na sobie sukienkę? Bujdy.- zaczyna się śmiać. Co prawda to prawda. Odkąd pamiętam nienawidziłam nosić sukienek. Wyjątkiem były takie, które naprawdę mi się podobały i, w których czułam się dobrze. Ale nienawidzę nawet nosić spódniczek. Zawsze kochałam luźne ubrania. Nawet teraz mam na sobie bojówki w moro, czarny podkoszulek i znoszone trampki.
-Nie śmiej się, bo ty pewnie biegałeś po całym domu w samych majtkach krzycząc "Jestem niesamowitym super'manem!"- bronię się. Zauważam jak policzki Matta oblewają się rumieńcem złości, a dłonie zaciska w pięści. Uśmiecham się z satysfakcją. -Trafiłam w samo sendo, hę?
-Jak ja cię kiedyś...- zaczyna i idzie w moją stronę, ale Merlin unosi dłoń i Matt przelatuje przez cały pokój zatrzymując się na ścianie. Osuwa się po niej jęcząc.
-Uspokój się szczeniaku ze skrzydłami- warczy. Matt podnosi się z podłogi z westchnięciem.
-Dlaczego? Przecież jej historia nawet się nie zgadza z pogłoskami.- Prycha, ale na jego twarzy i tak widać ból.
-Właśnie, że zgadza. Pamiętam komu wymazywałem pamięć i co wymazywałem.
-Co?- patrzę zdezorientowana na Merlina.
-Czy to wszystko kończy się, gdy się budzisz? Nigdy nie śniło ci się nic więcej? Zawsze do tego momentu?- pyta Merlin poważnie łapiąc moją dłoń.
-Nie. Zawsze kończy się na tym momencie i jeszcze nigdy nie przyśniła mi się dalsza część-mówię zgodnie z prawdą.
-Jedno ważne pytanie, Amatis. Czy wierzysz w magię?- pyta patrząc w moje oczy, a ja czuję, że mógłby mnie przejrzeć na wylot.
-Nie- odpowiadam, ale niepewna już swojej odpowiedzi.
-To lepiej uwierz. Ona otacza nas wszystkich wokół, a ty jesteś jej największym skupiskiem- dźga mnie palcem wskazującym w pierś.
-Czy ktoś mi łaskawie wytłumaczy co tu się do cholery dzieje?- warczę zirytowana. Merlin bierze głęboki wdech.
-Twoi rodzice żyją, Amatis.

__________________________________________________________________________________

I oto mamy kolejny rozdział! :D
Więc..może nadal nie wytłumaczyłam tutaj za dużo, ale mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale mi się uda.
Proszę podajcie swoją opinię w komentarzach :)
Tak na marginesie: Jeżeli macie bloga to podajcie linki w komentarzach :) Z chęcią poczytam :D
A więc...
Ahoj, czytelnicy! x

7 komentarzy:

  1. Świetny blog! Naprawdę spodobała mi się ta historia :3 Czekam na kolejny rozdział i zapraszam do siebie ;)
    http://tellmeyoubelieveinlovemel.blogspot.com/

    A jakbyś chciała zmienić wygląd bloga, to zapraszam tutaj ;)
    http://fantastic--graphic.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! x
      Oczywiście, z chęcią wpadnę :)

      Okej, będę pamiętać! :D

      Usuń
  2. Świetny rozdział *-* już czekam na kolejne i chyba mam już pomysł na tło ;)

    http://hi-im-ola.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Strasznie mi się podoba. :D Lubię Matta. :3
    Życze weny :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Haha Matt jest całkiem, całkiem :D

      Usuń
  4. Bardzo mi się podoba! Czekam na kolejny rozdział!
    Powodzenia w pisaniu!
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Takie miłe słowa wiele dla mnie znaczą! Również Pozdrawiam x

      Usuń