Siedzę przez chwilę z rozszerzonymi oczami, nie pewna tego co usłyszałm.
-Czy ty właśnie powiedziałeś to co myślę, że usłyszałam?- pytam w końcu.
-Jeżeli usłyszałaś, że twoi rodzice żyją, to tak. Dobrze usłyszałaś.
Wybucham histerycznym śmiechem. Łzy zaczynają cieknąć mi po policzkach. Nie wiem czy z bezsilności czy ze śmiechu.
-Śmieszny jesteś. Moi rodzice zginęli w wypadku samochodowym- mówię pociągając nosem. Mam ochotę wytrzeć oczy, ale moje ręce nadal są przypięte do belki.
-Nie- mówi Merlin kręcąc głową.- Twoi rodzice żyją, Amatis. Oni są po prostu zawieszeni pomiędzy naszym światem, a światem śmierci.- Informuje mnie. Zawieszeni? Nas świat? Świat śmierci? I kolejne rzeczy, które mieszają mi w głowie. Przecież to jakiś żart.
-Czy wy tego nie pojmujecie? Ja wam nadal nie wierzę. Nie istnieje takie coś jak wróżki, elfy, demony i wampiry. To świat bajek. Naćpaliście się czegoś i nie wiecie co mówicie- mówię, ale sama nie jestem pewna w co już wierzę. Może jednak jest coś takiego jak magiczny świat? Może ludzie nie są jedyną rasą?
-Jezu..Myślałem, że będzie łatwiej- mruczy Matt.
-Zamknij oczy, Amatis. Opowiem ci coś, a ty powiesz mi co widzisz bądź słyszysz- mówi Merlin. Posłusznie zamykam oczy i czuję jak "czarodziej" łapie moje dłonie w swoje. Zaczyna mówić, a jego jedwabisty głos nakazuje mi się rozluźnić.
-Niewidzialna bariera znika, a ty biegniesz na ratunek swoim rodzicom. Jako mała dziewczynka byłaś bardzo odważna i zaczęłam atakować ciemną postać drobnymi piąstkami- mówi, ale ja po chwili przestaję go słyszeć. Przed oczami znów mam ten salon i scenę, na której skończył się mój sen. Biegnę w stronę ojca i atakuję ciemną postać piąstkami, a później zawieszam jej się na szyi. Postać znudzona unosi bladą rękę i niewidzialna siła przyszpila mnie do ściany. Zaczynam się szamotać. Widzę jak moja mama upada na podłogę. Przez chwilę porusza się w drgawkach, ale nie długo. Po chwili jej ciało po prostu zupełnie nieruchomieje. Po moich policzkach spływają ciężkie łzy, które spływają na podłogę osłoniętą dywanem. Czuję jak przez moje ciepło przechodzi ciepło gotowe rozsadzić mnie od środka. Czuję jak niewidzialna siła, która mnie trzymała się wycofuję. Opadam na podłogę i wyciągam dwie ręce przed siebie. Mruczę jakieś niezrozumiałe słowa, a już po chwili widzę jak wszystko na około zajmuje ogień. Wszystko oprócz ciał moich rodziców. Wizja się kończy i znów widzę ciemność, która mnie otula. Nie słyszę nic. Ani Matta, ani Merlina. Nic. Próbuję otworzyć oczy, ale czuję się jakby ktoś mi je przytrzymywał. Nagle skądś z oddali dochodzi do mnie delikatny i ciepły głos, który przywodzi mi na myśl dzieciństwo. Mama? Przysłuchuję się słowom. "Jestem taka dumna.To ty wtedy nas uratowałaś. Uwierz im. Tylko ty możesz tknąć w nas ogień życia.". Widzę niewyraźny uśmiech, i wszystko się rozpływa. Zaczynam krzyczeć i się szarpać, gdy dochodzą do mnie jakieś głosy i czuję jak ktoś wciska palce w moje ramiona.
-Amatis!- słyszę krzyk Merlina wzywający mnie do rzeczywistości. Matt gdzieś w kącie sowicie przeklina. Otwieram oczy dysząc ciężko i zauważam koci wzrok Merlina.
-Widziałam ją. Widziałam moją mamę- sapię.- Widziałam jak wszystko się podpaliło dzięki mnie. Wszystko oprócz ciał moich rodziców. Widziałam, że to ja wznieciłam ten ogień.- Wyznaję szybko. -A później słyszałam swoją matkę- dodaję szeptem, a w moich oczach zaczynają pojawiać się łzy.
-Co ci powiedziała?- pyta Merlin i czuję jak kciukiem ociera mi łzę. Pociągam nosem.
-Powiedziała, że jestem ze mnie dumna. Że to ja ich uratowałam i tylko ja jestem zdolna ich przywrócić z powrotem. Że tylko ja jestem zdolna tknąć w nich ogień życia. I powiedziała, że...mam wam uwierzyć.
-Elizabeth to mądra kobieta- mówi Merlin a na jego ustach błąka się delikatny uśmieszek.
-Skąd znasz imię mojej matki?- pytam zdziwiona.
-Przyjaźniłem się z nią. Ona należała do naszego świata tak samo jak ty należysz, Amatis. Jako ważna osoba.
-Jako kto?- pytam. Nie wiem czemu, ale nie czuję już przed nimi takiego strachu. Czuję, że powinnam im zaufać, że nie zrobią mi nic złego. A najważniejsze co czuję to, to, że nie zrobią mi krzywdy.
-Jako starożytna Invictum- mówi poważnie, a ja zaczynam czuć się głupio.
-Wybacz, ale nie rozumiem- mówię speszona.
-Pozwól, że wprowadzę cię w nasze istnienie- mówi uśmiechając się do mnie.- Istniejemy od zarania dziejów. Czarownicy, anioły, wilkołaki, wampiry,elfy...ale zazwyczaj rodzimy się jako istoty pół na pół. Odziedziczamy najważniejsze cechy swoich rodziców. Weźmy mnie na przykład. Moja matka jest pół animagiem pół czarownicą, a ojciec pół czarodziejem pół elfem. Pół i pół daje całość. Jestem więc w całości czarodziejem z domieszką elfa i animaga.- Opowiada, a ja szybko spoglądam na jego uszy, które są szpiczaste. -Zazwyczaj właśnie tak nasz gatunek łączy się w pary. Aby jakaś połowa ich odpowiadała połowie ich partnerowi, z którymi chcą się związać. Według prawa inne pary nie są dozwolone, dlatego zazwyczaj to rodzice aranżują zamążpójście swoich dzieci. Ale tu pojawiają się twoi rodzice. Żadna część ich nie odpowiadała części partnera, a mimo to połączyła ich taka miłość, że żadne prawo nie stanowiło dla nich przeszkody. Pobrali się. Twoja matka jest pół wampirem, pół elfem, a ojciec pół czarodziejem pół wilkołakiem- Oznajmił, a ja szybko powędrowałam dłonią do swoich uszu. Merlin zaśmiał się.- Nie. Niestety jest takie coś, że twój zamaskował u ciebie wszystkie magiczne zdolności i naszym zadaniem jest właśnie obudzić je w tobie. Na razie nie poczujesz żadnych oznak elfa, wampira czy czarodzieja. No, ale wracając do tematu... Na wskutek miłości twoich rodziców powstałaś ty. Nie byłaś normalny dzieckiem, ponieważ teoretycznie nie powinnaś istnieć. Nie możliwe jest, aby takie związki jak twoi rodzice mieli dzieci, ale jednak. Narodziłaś się jako istota o trzech naturach: wampira, elfa i czarodzieja. Nie otrzymałaś jednak natury wilkołaka, gdyż matka natura postanowiła obdarzyć cię wyjątkowym darem, który otrzymać może tylko Invictum zdolne do uratowania naszego istnienia. Mianowicie otrzymałaś dar ognia i ziemi. W twoim ciele płynie ogień i jesteś w stanie władać ziemią. Ale masz możliwość wybudzenia ludzi z tak zwanego snu magicznego, w którym znaleźli się twoi rodzice. Ogień to twój żywioł, a ziemia to bonus. Według ksiąg opartego na naszym istnieniu i różnych proroctwach, ma narodzić się istota płci żeńskiej z związku nieprawnego obdarzona żywiołem lub dwoma. Istota ta nazywana Invictum ma odnaleźć kamień żywiołów ,odpowiadający za naturę i różne zjawiska pogodowe, który został ukradziony przez ród teneabsqufa. Są to osoby, o ile mogę je tak nazwać, które pragną wybić naszą rasę i przejąć władzę nad światem. Według przepowiedni tylko Invictum może pokonać teneabsqufa, odzyskać kamień i przywrócić harmonię w żywiołach. Myślisz, że dlaczego jest tyle tsunami? Trzęsień ziemi? Dlaczego tam gdzie zawsze padał śnieg robi się ciepło i na odwrót? Ponieważ teneabsqufa chcą wyniszczyć naszą planetę, aby zbudować nową cywilizację. I tylko Invictum może nas uratować. A tą Invictum jesteś ty.- Oznajmia Merlin, a ja patrzę na niego jak na idiotę.
-Nie zatrybiłaś, co?- prycha Matt.
-Nie- przyznaję, ale po chwili dociera do mnie, że to co powiedział Merlin jest ważne. Jest prawdą.
-Spokojnie. Z czasem wszystko sobie przyswoisz- mówi czarodziej i się podnosi.
-Dobrze. Powiedzmy, że wam wierzę, ale mam pytanie...Po jaką cholerę mnie porwaliście?
-Musimy obudzić w tobie twoją prawdziwą naturę, a wątpię, że byś poszła za nami, gdybym na wstępie palnął ci taką historyjkę- uśmiecha się. Zastanawiam się przez chwilę.
-Co prawda to prawda- przyznaję.
-Teraz już nam wierzysz?- pyta Merlin opierając się o ścianę i zaczyna czyścić sobie paznokcie.
-Chyba tak. Ale czy nadal będę tu zamknięta? I czy nadal będę tak karmiona? I gdzie jest Dennis?
-Tak, tak i nie wiem- mówi Merlin spoglądając na Matta, który wyszczerza się w uśmiechu.
-Można powiedzieć, że trochę zgłodniałem- powiedział i puścił do mnie oczko. Przełknęłam ślinę.
-No nie gadaj...jesteś w połowie wilkołakiem?- pytam.
-Tak. I jeżeli będziesz niegrzeczna to cię zjem- oznajmia.
-Och Matty nie straż nam gościa.
-Nie straszę. Mówię jaka jest prawda- wzrusza ramionami i wychodzi z pomieszczenia. Patrzę na Merlina i zamyślam się na chwilę.
-Merlin...mam jeszcze jedno pytanie..czy ty na poważnie jesteś gejem?
-Oczywiście kochanieńka!- krzyczy entuzjastycznie- Ale tak się nie ubieram- oznajmia i pstryka palcami, a jego ubranie się zmienia. Teraz ma na sobie czarne dżinsy i koszulę, z krótkim rękawem w tym samym kolorze. Jego czarne włosy są teraz związane w eleganckiego kitka. Oddycham z ulgą.
-Czyli teoretycznie jesteś normalny?
-Teoretycznie. Lubię gdy dziewczyny mdleją, a to chyba nie jest normalny- zaczyna się śmiać. Spoglądam na niego i również się śmieję. Merlin wcale nie jest taki zły. Wręcz przeciwnie. On sprawił, że mój pobyt w tym ciemnym pomieszczeniu stał się lepszy. Zobaczymy jak będzie dalej, ale mam wrażenie, że się polubimy i wszystko dobrze się skończy.
__________________________________________________________________________________
I oto jest! Kolejny rozdział. Może trochę chaotyczny, ale..jest xD A więc..Ahoj czytelnicy! x
Boskie. :D Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. :0
OdpowiedzUsuńŻyczę weny :*
Ten rozdział jest zdecydowanie najlepszy! *o*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i czekam na kolejny wspaniały rozdział <3