-Dajcie mi jeść!- krzyczę -Czekoladę, ciasto, herbatę!- wykrzykuję nazwę rzeczy, na które akurat mam ochotę. O! Jak fajnie byłoby zatopić zęby w miękkim, czekoladowym cieście, mmm.
-Nie!- odkrzykuje Merlin przerywając moje fantazje. Mrużę oczy.
-Jeżeli chcesz mnie zagłodzić to powodzenia!- prycham. Nagle w drzwiach pojawia się Matt i rzuca mi krwistym stekiem w twarz. Robię oburzoną minę.
-Co to, przepraszam, miało znaczyć?- pytam rozdrażniona.
-Przyniosłem twoje jedzenie- chłopak uśmiecha się do mnie.
-Jak ty to sobie wyobrażasz? Przecież ja tego nie zjem! To jeszcze ocieka krwią!- stwierdzam patrząc na mięso z obrzydzeniem.
-Powinnaś się cieszyć. Przed chwilą upolowałem to specjalnie dla ciebie- warczy i opuszcza pomieszczenie. Świetnie! Spoglądam na mięso z pogardą. Patrze na nie i zauważam każdą, ciepłą stróżkę krwi, wytaczającą swoją ścieżkę po mięsie. Czuję suchość w gardle, a do nozdrzy dostaje mi się słodka woń. Wciągam głęboko powietrze i zamykam oczy. Czuję zapach jelenia i świeżej trawy. Wręcz czuję strach emanujący od zwierzyny i determinację od łowcy. Otwieram oczy, a mój wzrok bezpośrednio pada na mięso, które tym razem wygląda bardzo apetycznie. Oblizuję dolną wargę i próbuję wyciągnąć prawą rękę po jedzenie, ale mam skrępowane nadgarstki. Warczę zirytowana, a w moim brzuchu zaczyna burczeć. Czuję zbierającą we mnie złość. Chcę to mięso! Otwieram usta,gdy czuje ból w moich kłach. Tak jakby się wydłużały i wyostrzały. Zaczynam jęczeć z bólu.
-Auć!- piszczę.
-Co jest?- słyszę Merlina.
-Coś nie tak z moimi zębami!- krzyczę niewyraźnie. Czarodziej szybko znajduje się przy mnie.
-Otwórz usta- poleca. Spełniam jego rozkaz. Mężczyzna kciukiem przytrzymuje moją dolną wargę, a palcem wskazującym naciska na kły.
-Coś blokuje twoje zdolności- mruczy przypatrując się mojej szczęce w skupieniu. -Twój ojciec chyba rzucił jakieś zaklęcie, gdy się urodziłaś- powiadamia mnie wstając.
-To znaczy?- pytam spoglądając na niego.
-To znaczy, że innym sposobem musimy w tobie obudzić twoją naturę. Bardziej..bolesnym i nieprzyjemnym- mówi. No to się wpakowałam.
-Bardziej nieprzyjemnym?- powtarzam.
-Magią. Będzie boleć.
-Okej.
-Zgadzasz się?- pyta zdziwiony. Potakuję głową.
-Tak. To ma pomóc moim rodzicom, a dla nich jestem w stanie zrobić wszystko- informuję odważnie.
-Dobrze. Bądź gotowa jutro o północy. Wcześniej przyjdzie po ciebie Matt, abyś się przygotowała- mówi i wychodzi trzaskając drzwi. Och, niedobrze.
***
Siedzę już dobrą godzinę próbując usnąć, ale na myśl o jutrzejszej nocy wszystko zaczyna mnie boleć. W końcu znudzona liczeniem kropel opadających z rury postanawiam kogoś zawołać.
-Merlin!- krzyczę. Słyszę kroki i drzwi po chwili się otwierają. Ale to nie mój ulubiony czarodziej w nich staje lecz Matt. Opiera się swobodnie o framugę i patrzy na mnie pogardliwie.
-Czego?- rzuca.
-Wołałam Merlina nie ciebie- informuję z uroczym uśmiechem.
-Nie ma go. Poszedł przygotować się na jutrzejszą noc- prycha.
-Dobrze. Widzę, że pozostajesz mi tylko ty. Muszę skorzystać z toalety- informuję. Brunet wzdycha i podchodzi do mnie. Wyjmuje kluczyk z tylnej kieszeni dżinsów i nachyla się nade mną. Tak blisko, że czuję jego zapach. Młodej trawy i morza. Chłopak odpina kajdanki i się prostuję. Wstaję na proste nogi i rozmasowuje nadgarstki.
-Dzięki.
-Wydzielasz dość intensywne zapachy- krzywi się Matt.
-Dziwisz się? Ani razu odkąd tu jestem, nie zafundowaliście mi prysznica- prycham. Matt zaczyna iść przed siebie, a ja podążam za nim. Idziemy na wprost, a po chwili skręcamy w lewo.
-Nie boisz się?- pytam.
-Czego?
-Tego, że zaatakuję cię od tyłu, albo ucieknę- wzruszam ramionami.
-To raczej ty powinnaś się bać- Matt zaczyna się śmiać.
-Ciebie? Jeszcze niedawno zrzucałeś na mnie winę, że to ja zaczęłam bójkę. I mam się ciebie bać?- prycham. Matt odwraca się tak szybko, że nawet nie jestem wstanie zaobserwować jego ruchów. Przyszpila mnie do zimnej ściany i zaciska dłonie mojej szyi, odcinając mi dopływ tlenu.
-Stała czujność- syczy mi przy twarzy i mnie puszcza. Odwraca się na pięcie i odchodzi. Wdycham powietrze haustami. Okej. To było nieoczekiwane. Zaczynam iść za Matt'em. "Stała czujność". Skądś to kojarzę. A tak! Harry Potter!
-Bawimy się w Harry'ego Potter'a? Okej. Avada Kedavra!- krzyczę celując rękoma w plecy Matt'a. -Nie. Nadal żyjesz- stwierdzam z niesmakiem. Chłopak śmieje się cicho, co poznaje po trzęsieniu się jego bark.
-Jesteś nieobliczalna- komentuje. Skręcamy w prawo.
-Może- wzruszam ramionami. -Ale jestem też niecierpliwa. A teraz koniecznie muszę skorzystać z toalety- informuję.
-Już jesteśmy. Spokojnie- otwiera mi drzwi do jakiegoś pomieszczenia, które okazuje się toaletą. Wzdycham z ulgą. Dzięki Bogu! Matt opiera się o ścianę. Patrzę na niego przez chwilę, myśląc, że połapie iż potrzebuję trochę prywatności.
-Przepraszam czy mógłbyś się odwrócić? Nie wydaje mi się korzystne załatwianie na twoich oczach- mówię. Chłopak z westchnięciem odwraca się do ściany i zaczyna stukać w nią czołem. -Dziękuję- mówię. Odpinam bojówki i zsuwam je do kolan razem z bielizną. Siadam na ubikację i załatwiam swoje potrzeby fizjologiczne. Po chwili jestem już po tym. Podciągam spodnie i próbuję je zapiąć, ale coś się zaklinowało w zamku. Spoglądam przez co się zaklinował. Okazuje się, że przez różową wstążkę od bielizny. Przeklęta wstążka! Zaczynam szarpać zamkiem, ale to nic nie daje.
-Cholera- warczę.
-Co jest?- pyta Matt.
-Nic- odpowiadam szybko, ale Matt się odwraca. Po jego twarzy widać, że nie może powstrzymać śmiechu.
-Nawet z zamkiem nie potrafisz sobie poradzić?
-Potrafię- mówię oburzona. -Po prostu materiał mi się zaklinował. To jego winę.
-Ach tak, najlepiej zrzucić na materiał- śmieje się- Daj to- mówi klękając przede mną. Wydziera mi bojówki z dłoni i zaczyna coś majstrować przy zamku. Splatam ramiona na piersi. Robię się czerwona, gdy czuję palca Matta, które kroczą tam gdzie nie powinny.
-Ej!- krzyczę.
-Przepraszam- mruczy i po chwili słyszę, dźwięk zapinanego rozporka. Matt się podnosi i uśmiecha się szeroko na widok mojego rumieńca.
-No i co się gapisz? Prowadź z powrotem do mojego więzienia- warczę.
-Jak sobie życzysz- kłania się przede mną i zaczyna prowadzić.
-Kretyn- prycham.
-Za to ty pierdoła- śmieje się.
__________________________________________________________________________________
Okej. Dość długo nie było rozdziału. Ten też jest jako taki, ale jest. Przepraszam, że nic nie dodawałam, ale..no dobra nie mam wytłumaczenia.
Ahoj, czytelnicy! x
Świetne :D
OdpowiedzUsuńKolejny świetny rodział!
OdpowiedzUsuńPolubiłam Matt'a :D