Budzę się, gdy jest już jasno. Według położenia słońca wnioskuję, że jest dwunasta jak nie później.Przeciągam się i czuję rwący ból w moich kościach. Spoglądam na swoją sukienkę i zauważam, że są na niej strużki skrzepniętej krwi. Z piskiem podnoszę się do pozycji siedzącej i zdrapuje ciemną ciecz z ubrania. Chwila...czy moje dłonie nie powinny być zakute w kajdanki?
Odwracam się energicznie i zauważam, że rozerwane kajdanki leżą za słupem. Czy to ja je wczoraj rozerwałam czy ktoś inny? Czołgam się do nich i zauważam na ich obwódce ślady krwi. Spoglądam na swoje nadgarstki, które mają czerwony okrąg, jakby bransoleta. Dopiero teraz zauważam, że nie tylko moja sukienka jest we krwi, ale również ja sama. Staje chwiejnie na nogi podtrzymując się szorstkiej ściany. Łapię się za głowę, a przed moimi oczami stają wizję. Moje ciało, które wygina się z powodu bólu, upadek Merlina i mój. Zadziwiające jest to, że po upadku rozerwałam kajdanki.
Otwieram oczy. Co to było? Okej, mogłam sobie przypomnieć co wczoraj robiłam, ale to chyba nielogiczne, żebym widziała to co zrobiłam po zemdleniu? Nielogiczne jest też to, że cokolwiek robiłam, gdy byłam nieprzytomna. No bo normalny człowiek po prostu leży bez żadnych oznak życia, prawda? Zresztą sama do końca nie wiem jak to jest, bo nigdy nie zemdlałam. Aż do teraz. Trochę dziwne uczucie. Jesteś wszystkiego świadom, aż tu nagle mdlejesz z niewyobrażalnego bólu, a potem nic. Pustka. Tak po prostu pochłania cię ciemność i szepcze urocze słówka, abyś już nigdy się nie obudził. Kuszące propozycje, jednakże nie takie jak propozycje, które ofiaruje życie.
Zamykam oczy i znów je otwieram, żeby trochę się uspokoić. Omiatam spojrzeniem pomieszczenie, w którym się znajduje. Zauważam Merlina, który siedzi pod ścianą z opuszczoną głową i oddycha miarowo. Natomiast w kącie po prawej stronie leży skulony Matt. Siadam po turecku na podłodze i zastanawiam się co mam robić. Przeczesuję palcami włosy i następnie ukrywam swą twarz w dłoniach. Ziewam przeciągle i wzdycham. Nagle słyszę czyiś ruch. Coś czuję, że moje zmysły się wyostrzyły. Podnoszę szybko głowę i zauważam Matta, który się przeciąga. Jego koszulka się podwinęła i ukazała biodro. Szybko odwracam wzrok nie wiadomo dlaczego rumieniąc się.
-Widzę, że śpiąca królewna się obudziła- mówi Matt zaspanym głosem.
-Wstałam szybciej od ciebie, więc to ciebie raczej mogę nazwać śpiącym królewiczem- zauważam.
-Oj tam, oj tam. Ustaliliśmy wczoraj, że to ty jesteś księżniczką- uśmiecha się szeroko.
-A ja wyraziłam swój sprzeciw. To demokratyczny kraj.- Wytykam mu język.
-Okej w takim razie przeprowadźmy głosowanie. Kto jest za nazywaniem Amatis księżniczką w celu jej zdenerwowania?- pyta i podnosi rękę. Rozgląda się i znów zaczyna mówić. -A kto jest za tym, aby nie nazywać Amatis księżniczką?
Tym razem to ja podnoszę rękę i uśmiecham się drwiąco.
-No przegłosowane. Ja wygrywam- oświadczam.
-Słucham? Było jeden jeden!- oburza się.
-Nie. Ty to jeden. Ja z moją perfekcją to dwa- tłumaczę i uśmiecham się triumfująco.
-No dobra tym razem wygrałaś. Ale ja lubię łamać reguły, więc nadal będę cię nazywać tak jak będę chciał- mówi i wychodzi z pomieszczenia.
-Kretyn!- krzyczę za nim i słyszę jego dźwięczny śmiech odbijający się od ścian.
-Jeny, przymknijcie się- słyszę głos Merlina. Odwracam się w jego głowę i zauważam, że masuje się po głowie. Unosi głowę, a na jego czole widnieje długie rozcięcie. Wciągam z sykiem powietrze.
-To ja ci to zrobiłam?- pytam szeptem.
-Tak. Ale to nic poważnego- uśmiecha się uspokajająco.
-Przepraszam- szepczę spuszczając głowę.
-Nic mi nie jest. A z tobą wszystko w porządku?
-Tak, myślę, że tak.- Odpowiadam i zaczynam wyginać palce.
-To dobrze- mówi i wzdycha głośno. Cały czas dręczy mnie jedno pytanie, ale nie wiem czy mogę je zadać. W końcu jednak decyduję się, aby je zadać.
-Merlin...czy już masz pewność, że to ja jestem tą, którą szukacie?- pytam.
-Tak.- Odpowiada. I tyle. Żadnych wyjaśnień, ani nic.
-I co teraz ze mną zrobicie?
-Na razie nie mam pojęcia. Po nieudanym rytuale muszę zastanowić się jak obudzić w tobie twoje zdolności. A tym czasem zamieszkasz z Mattem- informuje. Unoszę szybko głowę i patrzę na niego zdziwiona. Słyszę bieg na korytarzu, a po chwili w celi pojawia się Matthew, cały zadyszany.
-O nie! Nie ma mowy! Nie! Ona nie może ze mną mieszkać!- zaczyna krzyczeć.
-Och, Matthew, nie zachowuj się jak szczeniak- irytuje się Merlin.
-Co? To niech zamieszka z tobą! Nie chcę cały czas wysłuchiwać jej ciętego języka!- oburza się.
-Powiedziałem, że nie chcę tego słuchać i nie masz tu nic do gadanie. Rozumiesz?
-A czy ja mam tu coś do powiedzenia?- wtrącam się.
-Niestety, Amatis, ale nie. Współczuję ci, że będziesz musiała z nim mieszkać- wzdycha.
-Co? Ty współczujesz jej? Powinieneś mi współczuć!- warczy Matt.
-Powiedziałem dosyć!-krzyczy Merlin i unosi dłoń, a ciało Matta unosi się jak szmaciana lalka i z impetem uderza o ścianę. Wydaję okrzyk przerażenia, gdy jego ciało bezładnie osuwa się na podłogę.
-Wybacz, Matthew. Poniosło mnie- tłumaczy się Merlin, a ja szybko podbiegam do chłopaka, który leży na podłodze. Przykucam przy nim i łapię jego twarz w dłonie. Spoglądam w jego zielone oczy.
-O kurczę. Wszystkie kości mnie bolą- jęczy, a ja zaczynam się śmiać. Brunet piorunuje mnie wzrokiem.
-To nie śmieszne- informuje i podnosi się z ziemi. Bez słowa idzie w kierunku drzwi i znów wychodzi z pomieszczenia.
-Kiedy muszę się do niego przeprowadzić?- pytam Merlina.
-Kiedy chcesz. Najlepiej jak najszybciej- wzrusza ramionami.
-Och irytujecie mnie wszyscy! Jesteście tacy bez życia!- krzyczę zdenerwowana. Merlin spogląda na mnie jednym okiem, gdyż drugie ma zamknięte.
-Też chcesz wylądować na ścianie?- pyta.
-Okej, już się zamykam.- Mówię przestraszona. Pomiędzy nami narasta dziwna atmosfera, a gdy znów patrzę na Merlina to widzę, że się uśmiecha. Nagle wybucham niekontrolowanym śmiechem, a czarodziej dziwnie się na mnie patrzy, ale po chwili również wybucha śmiechem.
Śmiejemy się tak od dobrych paru pięciu minut, gdy do pokoju wchodzi Matt i dziwnie się na nas patrzy.
-Czy podczas mojej nieobecności wyście coś zjarali?- pyta patrząc na mnie podejrzliwie. Ocieram łzy z oczu i spoglądam na niego.
-Nie, czemu pytasz?
-Tak nagle zmieniły wam się humory. Podejrzane.
-Bo my potrafimy się cieszyć życiem, a nie to co ty panie mroku- informuję.
-Weź lepiej mnie nie denerwuj, bo będziesz spać na balkonie- warczy.
-A ja myślałam, że to psy śpią na balkonie, gdy są niegrzeczne- udaję zaskoczenie.
-Po pierwsze: nie jestem psem tylko wilkołakiem. Po drugie: nie przejmuj się pozostaje jeszcze łazienka.- uśmiecha się ironicznie.
-W wannie się wygodnie śpi- wzruszam ramionami.
-Nie ma sprawy. A tym czasem lepiej się przygotuj do wyjazdu, bo chcę w końcu zobaczyć się z moją dziewczyną.
-To ty masz dziewczynę?- pytam zdziwiona, ale teraz na poważnie.
-Tak. A na imię jej łóżko.
-Trochę dziwne zważywszy na to, że łóżko to rodzaj nijaki. No chyba, że twoja dziewczyna to obojniak.
-Panie daj mi siłę- mruczy i wychodzi z pomieszczenia. Merlin spogląda na mnie, a na jego ustach plącze się figlarny uśmieszek.
-Co się cieszysz?
-Widzę, że jesteś dobra w denerwowaniu ludzi. Zajmiesz moje miejsce podczas mojej nieobecności. Wprowadź trochę zabawy do jego nudnego życia- śmieję się Merlin.
-Tak jest mistrzu- kłaniam się żartobliwie. Patrzę w stronę drzwi, w których znów pojawia się Matthew i bawi się kluczykami.
-Gotowa?- pyta lustrując mnie spojrzeniem.
-Jasne. Wyglądam jakbym uciekła psychopacie, ale kogo to obchodzi- mówię i przechodzę obok Matta. Wybiegam przez główne drzwi na dwór i wbiegam na trawę, a jej źdźbła łaskoczą moje stopy i łydki.
-Do auta- warczy Matt.
-Tak jest!- salutuję i biegnę za nim za dom, gdzie stoi czarny SUV.
-Wsiadaj- mówi i sam siada na miejsce kierowcy. Otwieram drzwi po stronie pasażera i siadam na wygodny fotel. Zapinam pas bezpieczeństwa, a Matt odpala silnik. Wyjeżdżamy z podjazdu i przez chwilę jedziemy przez pola, ale potem wjeżdżamy na prostą drogę i kierujemy się przed siebie. Wzdycham opierając głowę na dłoni i wyglądam przez okno spoglądając na zielone pagórki.
Właśnie jadę do mojego nowego domu, który będę dzielić z irytującym wilkołako-aniołem. Zapowiada się naprawdę świetna zabawa.
To jest świetna. :D Uwielbiam Matta i Amatis. :3
OdpowiedzUsuńŻyczę weny :*
jezu ten rodział >>>>>>>>>>>>>>>>
OdpowiedzUsuńśmiałam się jak głupia czytając to, a zwłaszcza "ja z moją perfekcją to dwa", "też chcesz wylądować na ścianie?" i "wyście się zjarali?" :D
uwielbiam ich <3
Jejku dziękuję!
UsuńTwój komentarz jest tak bardzo pozytywny, że uśmiech od ucha do ucha! ♥
Naprawdę dziękuję ♥
Myślałam, że te teksty są głupie, a tu proszę! Kogoś rozśmieszyło :3