-Wstawaj, księżniczko- słyszę i czuję jak ktoś delikatnie szturcha mnie w ramię. Unoszę delikatnie powieki, aby jasne promienie słońca za mocno nie raziły mnie w oczy i mocno się przeciągam.
-Gdzie jestem?- mruczę.
-U mnie w domu. Czyli w piekle- odpowiada mi Matt i wychodzi z auta. Idę w jego ślady i przechodzę przez trawę. Chłopak wchodzi na żwirową ścieżkę, a kamyki chrzęszczą pod jego czarnymi butami.
Przystaję na krańcu trawnika i spoglądam na Matta krzyżując ramiona na piersi. Chrząkam, gdy on nie zwraca na mnie uwagi. Odwraca się i patrzy na mnie unosząc jedną brew.
-Tak?-pyta również krzyżując ramiona na piersi. Kieruję wzrok na swoje stopy.
-Nie chcę ich poharatać-mówię
-Och, jesteś strasznie delikatna- prycha i podchodzi do mnie. Bierze mnie na ręce.
-No wiesz, niekoniecznie chodziło mi to. Jakaś para butów by mi odpowiadała, ale tak też jest fajnie- informuję go uśmiechając się. Chłopak przewraca oczami i zaczyna dalej kroczyć żwirową ścieżką w kierunku brązowych drzwi.
Wspina się po dwóch stopniach i stawia mnie na marmurowej posadzce. Wyjmuje z przedniej kieszeni dżinsów klucze i otwiera drzwi do mieszkania. Rozszerza je i zaprasza mnie gestem ręki. Dziękuję skinieniem głowy i wchodzę do środka. Przechodzę przez korytarz i staję na miękkim białym dywanie w salonie, który kontrastuje z ciemną podłogą.
Poruszam palcami u stóp, a frędzelki z dywanu łaskoczą mnie w stopy. Uśmiecham się do siebie i unoszę wzrok. Na środku salonu znajduje się niski, szklany stolik, a przed nim biała sofa, na której znajduje się wiele poduszek. Trochę na kanapą jest stopień i za nim znajduje się kuchnia. Ze swojego miejsca widzę brązową wysepkę z białym blatem, a przed nią stają trzy hokery. Za wysepką są białe szafki zawieszone na ścianie, a pod nim blat i zlew. Wiadomo lodówka, piekarnik, te sprawy.
-Dużo tu bieli- zauważam.
-Tak, lubię ten kolor- mówi Matt i przechodzi obok mnie i wchodzi na schody, które znajduję się na lewej stronie. Dopiero teraz je zauważam. Schody są wykonane z ciemnego drewna, ale obręcz jest biała. Biegnę po dywanie i wbiegam na panele. Stawiam stopę na stopniu i podążam za Matt'em. Chłopak znajduje się na górze, gdy ja jeszcze napawam się widokiem gustownie urządzonego salonu. Przyśpieszam i szybko wbiegam na górę.
Korytarz jest szeroki, ale nie zbyt długi. Po mojej prawej stronie znajduje się wnęka i jakieś drzwi, a obok nich ciemna półka. Po mojej lewej stronie również jest wnęka i tam również znajdują się drzwi.
-Łazienka i toaleta- odpowiada na moje nieme pytanie Matt. Idzie przed siebie i korytarz lekko się zwęża. Po moich obydwóch stronach są drzwi. Matt otwiera te po mojej prawej stronie i zaprasza mnie do środka.
Stawiam stopę na jasnej podłodze i lustruję pomieszczenie. Jest naprawdę duże. Na wprost mnie jest balkon, który jest przysłonięty zasłonami z motywem jakiegoś miasta. Na lewej ścianie znajduje się podwójne łóżko z czarną narzutą, a obok niego po prawej stronie szafka nocna. Dalej na tej samej ścianie znajduje się trzydrzwiowa szafa z dużym lustrze, a po jego lewej stronie znajduje się komoda. Na prawej ścianie znajduje się biurko, nad nim tablica korkowa i jeszcze trochę wyżej półka na książki. Marszczę brwi i podchodzę do biurka. Przejeżdżam po nim dłonią. Spoglądam na tablicę korkową. Są na nim zdjęcia moje i Cookie'go, wydrukowane fotografie moich miłości z anime i parę kartek przypominających o ważnych wydarzeniach. Znajdują się tam również ulotki z kin z filmami, które powstały na podstawie książki. Uśmiecham się sama do siebie.
-Nie wiedziałem, że lubisz anime- mówi Matt opierając się o framugę drzwi.
-Byłam wierną otaku. Odkąd skończyłam czternaście lat zaczęłam kolekcjonować mangi, gadżety związane z danym anime no i oglądałam masę anime- śmieję się.
-Widać. Na górnej półce masz swoje książki i komiksy- informuje. -Parę rzeczy udało nam się przenieść, ale nie wszystko udało nam się uratować- mówi. Odwracam się na pięcie do niego.
-Jak to: nie udało się uratować?- pytam zdziwiona. Matt drapie się w kark.
-Tak jakby ktoś podłożył ogień pod twój dom. Gdy przyjechałem to praktycznie cały dom stał w płomieniach oprócz sypialni. Nie wiem jak to możliwe- wzrusza ramionami.
-To znaczy...Mój dom dzieciństwa został spalony?- szepczę i czuję ciepło pod powiekami.
-Słuchaj. Przykro mi, ale ciesz się, że coś udało mi się uratować- mówi.
-Tak, dziękuję. Czyli to mój pokój?- pytam ocierając oczy wierzchem dłoni.
-Zgadza się. W szafie znajdziesz ubrania. Połowa jest twoja, a połowę ci kupiłem- mówi.
-Okej, dziękuję bardzo- wzdycham i siadam na łóżku.
-Więc..może przebierz się, weź prysznic i zejdź na dół. Przygotuję ci coś do jedzenia.
-Okej.
-Nie krępuj się niczym. Czuj się jak u siebie- mówi i odchodzi. "Czuj się jak u siebie"- te słowa dźwięczą mi w umyśle. Tak, chyba tak zrobię.
Podchodzę do szafy i otwieram jedne z drzwi. Okazuje się, że jest to pojedyncza szafa z półkami, a obok jest podwójna na ubrania, które wymagają powieszenia. Nigdy nie miałam takich ubrań, więc wolę na razie nie otwierać tej szafy. Swój wzrok z powrotem na pojedynczą szafę i sprawdzam jej styl ułożenia. Wszystko jest na swoim miejscu. Tak jak w starym mieszkaniu. To znaczy, że na najniższej półce są piżamy, wyżej spódniczki- które nie często noszę- następnie koszulki później bluzy i na samej górze spodnie.
Przełamuje się i otwieram dwudrzwiową szafę. Na wieszaku wiszą piękne suknie, których nigdy nie widziałam na oczy. Ale nie tylko one się tam znajdują. Są również koszule, kurtki, bluzy i tym podobne. Na dolnej półce są poukładane buty- wiele par butów- a na górnej krótkie spodenki i t-shirty, które nie znalazły swojego miejsca w poprzedniej szafie.
Wyciągam rękę i dotykam delikatnej koronki na błękitnej sukni. Wzdycham cicho. Ciekawe do czego, będą mi one potrzebne. Uśmiecham się sama do siebie i zamykam szafę. Przeglądam się w lustrze. Moje włosy delikatnie urosły i trochę schudłam. Ale to się naprawi. Od jutra dieta czekoladowa! Śmieję się sama na tą myśl i rzucam się na łóżko. Wracam rękę pod poduszkę i szukam piżamy, która zawsze znajdowała się w tym miejscu. W końcu natrafiam na delikatny materiał.
Ciągnę ręką i wyjmuję spod poduszki czarny T-shirt ze spranym napisem "I can bite you". Nawiązuję on do wampirów, rasy, która zawsze była moją ulubioną, a teraz ja sama do niej należę. Po części. Dopóki nie uwolnią moich zdolności nie mogę niczym władać. A tak poza tym to trochę dziwne, że pewnego dnia dowiaduje się, że jestem w części wampirem. Zawsze je podziwiałam i chciałam nim być, a tu nagle moje niedorzeczne pragnienie się spełnia.
W końcu się otrząsam i wstaję z łóżka. Podchodzę do komody i wyciągam czystą bieliznę. Przechodzę przez pokój i wychodzę z niego. Kieruje się przed siebie, a następnie skręcam w lewo. Naciskam na klamkę i drzwi ustępują. Wchodzę do środka i od razu co mnie uderza to, to, że łazienka jest naprawdę duża. Na lewej stronie znajduje się wielkie lustro, a pod nim umywalka wbudowana w marmurowy blat. W prawym rogu jest wanna, w której mogłyby się zmieścić z trzy osoby, a przed nią znajduje się prysznic.
-Wow- mruczę. Zrzucam z siebie zakrwawioną sukienkę, a następnie rozbieram bieliznę. Krzyżuję ręce na piersi i przez chwilę zmagam się sama ze sobą co wybrać. W końcu jednak wygrywa prysznic. Chcę się dokładnie umyć, a nie zrelaksować. To innym razem. Przechodzę przez zimną posadzkę i otwieram kabinę. Wchodzę do niej i odkręcam wodę, która oblewa mnie zimnym strumieniem. Zaczynam piszczeć i szybko przekręcam kurek w stronę, na której widnieje czerwona barwa. Woda robi się cieplejsza i powoli zaczyna parzyć moje ciało. Opieram się czołem o drzwiczki od kabiny i pozwalam wodzie spływać po moich plecach. Spoglądam w dół i zauważam, że woda barwi się na szkarłatny kolor. To pewnie od krwi, która w sporych ilościach znajduje się na moim ciele.
Odwracam się i wchodzę w strumień wody, który moczy mi włosy czym robią się cięższe. Spoglądam na półeczkę, na której znajdują się kosmetyki do higieny osobistej. Zauważam szampon i żel pod prysznic o zapachu arbuza. Uśmiecham się sama do siebie i od razu nanoszę sobie trochę szamponu na dłonie. Jego delikatny zapach roznosi się po całej kabinie przypominając mi spokojny zapach mego spokojnego życia. Teraz mam całkowitą pewność, że moje życie ulegnie zmianie i nic nie będzie tak jak wcześniej. Ale myślę, że nie będę się nudzić.
Uśmiecham się do siebie i zaczynam nacierać swoje włosy szamponem. Następnie spłukuje go z nich i zaczynam szorować swoje ciało. Czyszczę każdy jego zakamarek, aby pozbyć się tych wszystkich doznań, które niestety musiałam przeżyć.
Gdy czuję się już całkowicie czysta, wychodzę spod prysznica. Robiąc mokre ślady podchodzę do wieszaka, na którym są trzy ręczniki. Biorę w ręce pierwszy z brzegu i zaczynam nim dokładnie wycierać włosy. Po skończonej czynności biorę następny ręcznik i zaczynam nim wycierać ciało.
Po chwili jestem nim sucha i ubieram na siebie piżamę. Koszulka sięga do połowy ud i jest przesiąknięta zapachem mokrego psa. No cóż Cookie zawsze ze mną spał. Nie przeszkadza mi ten zapach, wręcz przeciwnie. Działa na mnie uspokajająco. Ubieram szybko majtki i wychodzę z łazienki. Gaszę światło i na boso zbiegam na dół. Biegnę przez salon i wskakuję na stopień, a następnie skaczę na hokera. Matt odwraca się w moją stronę i mierzy mnie spojrzeniem.
-Co ty? Małpa?- pyta unosząc jedną brew.
-Och, czuję się taka wolna! W końcu nie mam na sobie krwi i jestem ubrana w swoje ubrania! Wiesz jakie to świetne uczucie?- szczerzę się do niego, a brunet uśmiecha się do mnie i na powrót odwraca się do kuchenki.
-Cieszę się- mruczy.
-Co robisz?- pytam siadając po turecku.
-Naleśniki.
-Na serio?
-Tak. Wiem, że je uwielbiasz- śmieje się.
-A czy będzie do tego...
-Tak. Herbatę pomarańczową- cytrynową mam już zrobioną- informuje i kładzie przede mną żółty kubek, z którego unosi się biały obłoczek.
-Całkiem dobrze mnie znasz- mówię z uznaniem.
-Dość długo z tobą mieszkałem, więc ciężko byłoby cię nie znać.- Mówi i stawia przede mną talerz z trzema naleśnikami zwiniętymi w rulony.
-Dziękuję- mruczę. Matt spogląda na mnie.
-Cała twoja dobra energia cię opuściła. Co jest?- pyta.
-No wiesz..nadal mam ci za złe za to, że nie wiedziałam, że Cookie jest człowiekiem- mruczę i wkładam do ust naleśnika.
-A czy kiedyś mi wybaczysz? To było dla twojego dobra. Byłem twoim tak jakby osobistym ochroniarzem- informuje.
-Mhm- mruczę. Biorę kolejnego gryza naleśnika i w tej chwili odczuwam straszne zawroty głowy. Chwieję się nie stołku, ale w końcu udaje mi się złapać równowagę.
-Coś ci się stało?- pyta Matt.
-Nie, nie. Wszystko ok- mówię i łapię się za czoło. Moje powieki robią się strasznie ciężkie i znów mam zawroty głowy. -Chyba...pójdę się położyć- mruczę.
-Odprowadzę cię- ofiaruje się Matt.
-Dam radę- mówię i wstaję ze stołka. Patrzę na bruneta, a obraz mi się rozmazuje. Mrugam powiekami i marszczę brwi. O co chodzi.
-Na pewno?- upewnia się.
-Matt..nie czuję się zbyt dobrze- szepczę i zginam się wpół, gdy czuję straszny ból brzucha. Nagle przed moimi oczami staje ciemność i nie słyszę nic. Nie czuję nic. Nie widzę nic. Tak po prostu nagle ogarnia mnie ciemność i zatrzymuje w swoich ramionach nie dając się uwolnić...
piątek, 8 maja 2015
Rozdział 8 ,,Czuj się jak u siebie"
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
To opowiadanie jest świetne. :D Strasznie się wciągnęłam w czytanie i już nie mogę się doczekać kolejnej części. :) Uwielbiam Matta!
OdpowiedzUsuńŻyczę weny :*
Jejku, dziękuje haha x
UsuńWidzę, że Matt jest uwielbiany xd
MUSIAŁAŚ KOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE?!?! haha
OdpowiedzUsuńrozdział jest idealny *-* widzę, że u Matt'a na bogato, cieszę się, że on i Amatis już się nie kłócą :) czekam na kolejny :*
Tak musiałam, hahah xd
UsuńDziękuję ♥
No nie kłócą. Matt stał się troskliwy...ale zobaczymy xD